Pogoda w Sasinie

Reklama


Design by:
24siedem.pl
www.24siedem.pl
Historia restauracji

Tekst pochodzi ze strony internetowej restauracji Ewa Zaprasza.

 

Restauracja Ewa Zaprasza swoje początki datuje na lato 1987 roku. Początkowo był to mały, sezonowy bar serwujący przede wszystkim zapiekanki, pizze i inną żywność typu fast food. Dopiero po latach zmienił się on w restaurację o dzisiejszym kształcie, ale o tym za chwilę... ;-).
Równolegle z barem prowadziliśmy ogrodnictwo, a dochody z gastronomii pozwalały doinwestować coraz gorzej prosperujące interes.
Początkowo bar miał jedynie trzy stoliki, i mieścił się cały na naszej werandzie. Później dostawiliśmy dodatkowe stoliki w ogrodzie. Po dwóch latach działalności, by uchronić się od kaprysów pogody w ogrodzie wybudowaliśmy altankę ogrodową mieszcząca cztery małe stoliki. Stopniowo bar zaczął się rozrastać, w 1991 mogliśmy się już pochwalić około trzydziestoma miejscami.
Na początku w naszej ofercie znajdowały się: zapiekanki, pizza, szaszłyki, kiełbaski z rusztu, oraz napoje. W latach późniejszych ofertę stopniowo rozszerzaliśmy o: flaki wołowe, polędwicę po szwajcarsku i sławną już golonkę. Te potrawy pozostały w menu aż do dziś.
Już wtedy stawialiśmy na żywność wyłącznie najwyższej jakości. W momencie gdy kraj zalały przygotowywane z mrożonek pizze i zapiekanki , "U Ewy" wszystkie potrawy wykonywaliśmy od początku, do końca we własnym zakresie.
Bar od początku opierał się wyłącznie na obsłudze rodzinnej. W pierwszym roku na cały personel składała się najbliższa rodzina - Ewa, Marcin oraz trójka dzieci: Katarzyna (wówczas czternastoletnia), Małgorzata (o rok młodsza od siostry) i Łukasz (mający zaledwie 9 lat). W latach następnych, gdy natężenie ruchu zaczęło rosnąć, personel powiększył się o bratanka pana Marcina - Pawła Dmochowskiego, a następnie o Wojtka Knapińskiego - przyszłego zięcia.
Nie mniej jednak ważni od personelu byli stali klienci. Większość z nich stanowiła rodzina, bądź też jej bliscy znajomi. Wszystko to stanowiło o niepowtarzalnym klimacie lokalu, jako miejsca, gdzie wszyscy się szanują, rozumieją i po prostu lubią. Wszyscy czuli się tu jak u siebie, nowi klienci szybko się aklimatyzowali i zaprzyjaźniali z lokalem. Wieczorami wszyscy siadali przy ognisku by przy piwku i kiełbaskach pośpiewać i potańczyć (nie ma to jak integracja z klientami ;-).
Przełomowym momentem w historii restauracji był rok 1993. Wtedy to w styczniu pękł piec ogrzewający ogrodnictwo. W ciągu jednej nocy wymarzła cała uprawa kwiatów i rodzina została bez środków do życia. Po wielu rodzinnych naradach postawiliśmy postawić na rozwój działalności gastronomicznej.
Z pokoi dotychczas zajmowanych przez rodziców stworzyliśmy salę konsumencką a działalność rozszerzyliśmy na cały rok. Co najważniejsze pokoje zachowały swój domowy charakter, co do dziś podkreślają klienci i recenzenci:
"Gdy wejdzie się do niej, pierwszym odruchem jest... chęć wyjścia z obawy, że przez nieuwagę trafiło się do mieszkania właścicieli. Dwa niewielkie pokoje, w rogu regał z książkami, starą maszyną do pisania i kilkoma bibelotami oraz kominek."

Początkowo kuchnia pozostała na swoim miejscu, a na werandzie, w której wcześniej znajdował się bar, powstała druga kuchnia, w której przygotowywano zupy i surówki. Rozdzielnie kelnerską utworzono z części pokoju syna - Łukasza. Od strony ulicy wybudowaliśmy drugą werandę, w której znalazły miejsce hall wejściowy i toalety. W ten sposób bar "U Ewy" przekształcił się w "Restaurację Ewa Zaprasza".

Kolejne lata przynosiły coraz większe zainteresowanie restauracją. Dotychczasowa sala konsumencka zrobiła się zbyt ciasna, poszerzyliśmy więc ją o kolejny pokój, rodzice przeprowadzili się zaś do przebudowanego garażu. ;-) Następnie Łukasz zrezygnował z reszty swojego pokoju na rzecz poszerzenia rozdzielni kelnerskiej. W ten sposób osiągnęliśmy dzisiejszy wygląd restauracji.
Największą inwestycją było całkowite wyburzenie starej werandy i wybudowanie na jej miejscu nowego, nowoczesnego zaplecza. W nowych pomieszczeniach o łącznej powierzchni 100m kwadratowych powstały:
- zmywalnia 
- prasowalnia 
- przygotowalnie: czysta i brudna 
- wydawalnia zup 
- osobna kuchnia szefowej 
Dzięki nowym inwestycjom znacznie wzrosła wydajność i skrócił się czas oczekiwania na potrawy. Szefowa mając nową, klimatyzowaną kuchnię, przeznaczoną tylko i wyłącznie do jej potrzeb mogła rozwinąć skrzydła. Wszystko to umożliwiło znaczne poszerzenie i pogłębienie menu. Powiększono też ilość stolików w ogrodzie dzięki czemu osiągnięto w sumie niemal sto miejsc konsumenckich.
Pojawiła się też potrzeba zatrudnienia nowych pracowników. Zaplecze rodzinne zdawało się już wyczerpywać, trzeba było więc poszukać kadr z zewnątrz. Nie chcąc zniszczyć atmosfery lokalu przez zatrudniane obcych postanowiliśmy poszukać personelu wśród znajomych. W ten sposób pracę w restauracji znaleźli nasi znajomi i przyjaciele. Do dziś w restauracji pracują niemal wyłącznie osoby, które najpierw sprawdziły się jako przyjaciele, a dopiero potem jako pracownicy.
Dzięki osobnej kuchni szefowej, w restauracji zaczęto serwować coraz to ciekawsze i lepsze potrawy. Dzisiaj w menu znajdziemy oprócz wspomnianej już golonki - polędwicę po angielsku, pieczoną kaczkę po staropolsku, pieczeń baranią, fondue burgundzkie, jesiotra, łososia z grilla i wiele, wiele innych (pełne menu).
Warto dodać, że menu ciągle ewoluuje. Jedne potrawy znikają z menu zaś w ich miejsce pojawiają się nowe. Los ten dotknął najpierw zapiekanki, pizze i inne dania typowo barowe. Potem przyszła kolej na zrazy wołowe, kalafior w beszamelu, kurczaka po chińsku czy też schab z grilla.
Menu zawsze staraliśmy się układać tak, by każdy znalazł coś dla siebie. Dla dzieci restauracja oferuje przede wszystkim sznycel z piersi, naleśniki, czy też rosół. Wegetarianie znajdą dla siebie wegetariańskie conieco, gołąbki, camembert z borówkami i tosty z pieczarkami, lub z ananasem i orzechami.
Dla prawdziwych smakoszy mamy zaś polędwice po angielsku, kaczkę pieczoną z jabłkami, czy też ozory w sosie beszamelowym.

Mimo upływu lat staramy się zachować rodzinny charakter restauracji. Z tego też powodu nie planujemy zwiększania ilości miejsc. Teraz całą swoją uwagę skupiamy na tym, by jeszcze lepiej spełniać oczekiwania naszych gości.