Pogoda w Sasinie

Reklama


Design by:
24siedem.pl
www.24siedem.pl
Strona główna w Sasinie Restauracja Ewa Zaprasza
Wycinki prasowe

 

O restauracji Ewa Zaprasza pisało wiele czasopism i gazet. Oto wycinki niektórych z nich:

 

(...) Co zamówiłbym na swoją "ostatnią wieczerzę"? Śledzie w sosie majonezowo-musztardowym od pani Ewy z Sasina. Ona podaje je tam jako przystawkę od firmy, takie czekadełko, więc to nie byłoby zbyt kosztowne zamówienie.(...)
Maciej Nowak
Kuchnia, Nr 1, styczeń 2007

 


 

(...) Z Krokowej blisko na Hel, Kaszuby i do wioski Sasino słynnej z "Restauracji u Ewy". Żeby nie czekać do nie j w kolejce, lepiej zarezerwować wcześniej miejsce - w sali, ogrodzie ze strumykiem albo na hamaku. Podawany tu na zakąskę śledź w majonezie jest polskim sushi. Reszta dań kosztuje tyle, co w stolicy herbata, a za przeproszeniem warszawskich restauracji - takich dobroci trzeba się w nich naszukać. Księga gości jest pełna zachwytów nad menu i uwielbienia dla powabnych kelnerów. Ich klasa i erudycja nasuwa przypuszczenia, że są adiunktami z któregoś z niedoinwestowanych pomorskich uniwersytetów na garnuszku Pani Ewy.
Manuela Gretkowska
Życie jest piękne - Bezpłatny dodatek do gazety Dzienik Polska Europa Świat, Nr 2, 29 kwietnia 2006

 


 

(...) Do warszawskich restauracji jakoś nie mieliśmy szczęścia. Najlepiej wspominamy restaurację U Ewy w pomorskim Sasinie. Nasze wspomnienia stamtąd nie mają nic wspólnego z wakacyjnymi zachwytami nad polską wsią: a że barszczu nie przesolili, czysto podali itp.
To naprawdę rewelacja, od przystawek po deser. Nie dziwię się, że ludzie z Gdańska rezerwują sobie tam miejsca, bo tłoczno. Z najprostszych dań zrobiono wykwintne smaki, sądzę, że prawdziwej, dawnej polskiej kuchni. Lubimy chodzić w Krakowie Pod Różę, gdzie każde ravioli jest medalem kulinarnym i Pod Anioły, gdzie ziemniaki z pieca smakują zawsze tak samo - trochę biwakowo, trochę staropolsko. (...)

Manuela Gretkowska
Kuchnia, Nr 7, lipiec 2005

 


 

Sympatyczne, bezpretensjonalne wnętrze, w sam raz na obiad lub kolacyjkę po morskich kąpielach wśród malowniczych ruchomych wydm. Na przekąskę móżdżek wieprzowy po polsku, carpaccio z półgęska albo ozór w sosie beszamelowym. Na pierwsze - latem chłodnik litewski z prawdziwymi szyjkami rakowymi, zimą borowikowa z kluskami francuskimi, na drugie - pieczeń barania. Zamożniejsi mogą zakosztować daniela w sosie maderowym, dla większego towarzystwa obsługa upiecze większego prosiaka.
Piotr Bikont
Przewodnik "Polska na widelcu"

 


 

Restauracja Ewa Zaprasza mieści się na końcu świata. Kiedyś ktoś, może w przypływie wisielczego humoru na tablicy z napisem "Sasino" dopisał "tam, gdzie diabeł mówi dobranoc". Nie ma tu żadnego szlaku "od-do" - okropna wyboista droga, dom obrośnięty dzikim bluszczem, otoczony płotem z drewnianych sztachet - takich od wiejskich bójek. 
A jednak w weekendy zjedzenie tu obiadu bez wcześniejszej rezerwacji jest prawie niemożliwe.
Wystrój wnętrza nie ma nic wspólnego z typowym dla większości restauracji blichtrem. W głównej sali, jeżeli jest "trochę zimniej" niż trzeba, wesoło strzela drewno w kominku. Na centralnej ścianie mieści się rząd historycznych książek w zgodnym sąsiedztwie ze starą maszyną do pisania i dzwonkami, stanowiącymi część większej kolekcji. Druga sala zaprasza gości tykaniem starego zegara i "janczarami" z tych samych zbiorów. Cała restauracja zawsze, bez względu na porę roku, tonie w kwiatach. To pozostałość po poprzedniej miłości państwa Dmochowskich, kiedy zajmowali się ogrodnictwem i przysięgli sobie, że u nich nigdy nie będzie sztucznych roślin.
Często zdarza się, że goście, którzy przyjeżdżają tu po raz pierwszy, wycofują się, sądząc, że przez pomyłkę, trafili do prywatnego mieszkania. Restauracja Ewa Zaprasza ma bowiem charakter rodzinny. Taki jest wystrój i taka obsługa - może nie zawsze w pełni profesjonalna, ale w każdej sytuacji życzliwa, sympatyczna i zarazem dyskretna.
W lecie usiąść można w ogrodzie, przy drewnianych stolikach otoczonych różami. Dla gości oczekujących na miejsca są ławki pod czereśniami, a na tych, co "już więcej nie mogą" i muszą przetrawić zjedzone smakołyki, czekają hamaki.
Restauracja Ewa Zaprasza specjalizuje się w kuchni polskiej z elementami kuchni francuskiej i litewskiej. Jest też trochę nutek innych narodowości, bo państwo Dmochowscy przywożą z różnych podróży zapachy i smaki innych kuchni, często wprowadzając je do swojego menu. Znajdziemy więc w nim zarówno kaczkę po staropolsku pieczoną z jabłkami, golonkę z rusztu, zająca w śmietanie z buraczkami i zupę borowikową, ale także ślimaki po burgundzku, żabie udka i chłodnik litewski.
Od niedawna syn państwa Dmochowskich wraz z narzeczoną poszerzyli działalność restauracji o usługi cateringowe. Restauracja oferuje organizację przyjęć okolicznościowych, spotkań biznesowych, wesel, itp. Dobrodziejstw jej kuchni możecie więc teraz Państwo spróbować także w swoich domach i firmach.

Głos Wybrzeża
4-6 lipca 2003

 


 

W Restauracji Ewa Zaprasza poczujesz się jak w domu.
Ekskluzywne wersje domowych przysmaków zapewniły Ewie tytuł miejsca serwującego najlepszą kuchnię polską. Jako "czekadełko" gospodyni serwuje śledzia w śmietanie, z dań głównych powodzeniem cieszy się kaczka z jabłkami i golonka z rusztu. Porcje u Ewy są ogromne.
Z Jastrzębiej góry do Sasina jest 20km. Obiad dla 1 osoby od 30 zł.

Newsweek, 13 lipca 2003, str. 17

 


 

Nie można się tutaj dostać przez przypadek. Do malutkiej wioski nieopodal latarni morskiej w Stilo prowadzi kręta, wyboista droga. 
Ewa Zaprasza to według niektórych rankingów najlepsza w kraju restauracja z polską kuchnią. Mieści się w zwykłym, niczym niewyróżniającym się wiejskim domu. Mnie najbardziej smakuje tutaj pstrąg po polsku, czyli rybka wielkości małego łososia, gotowana w wonnych ziołach, na stół wydawana oprószona posiekanym jajkiem na twardo i skąpana w świeżym masełku.
Rewelacyjne są zupy, m.in. rybna oraz chłodnik litewski, robiony jak należy, na rosole z posiekaną pieczenią cielęcą. Niezapomniane przeżycia zapewnia też opiekana na ruszcie golonka o skórce złotej jak bursztyn i chrupkiej jak świeża bułeczka. Towarzyszy jej sześć domowych sosów, z których nie wolno przegapić cumberlanda, wytwornej konfitury z czerwonych porzeczek.
Spróbujcie też delikatnego móżdżku po polsku i równie muślinowych śledzi w sosie majonezowym. Podają je zawsze na przystawkę, jako niewliczoną do rachunku premię od firmy.
Ewa to rodzinne przedsięwzięcie państwa Dmochowskich, którzy na przełomie lat 70 i 80. wyemigrowali wewnętrznie z Trójmiasta. Pani Ewa jest historykiem sztuki, jej mąż Marcin - inżynierem rolnictwa.
Gdy wchodzimy do ich restauracji, odnosimy wrażenie, ze znaleźliśmy się w prywatnym mieszkaniu: kilka stolików, kominek, regał z książkami, a na ścianach ryciny francuskiego grafika Gustava Doré.
Letnią porą stolik trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, bo największym powodzeniem cieszą się wtedy miejsca w otaczającym dom sadzie. Tutaj w letnie wieczory najlepiej smakują ogromne porcje ciepłej szarlotki z obowiązkową, protekcyjną porcją bitej śmietany. Gdyby się tak stało (co przy ogromnym natłoku gości nie jest tak zaskakujące), że szarlotki by zabrakło, proszę nie rezygnować. Posiłki je się tutaj długo i suto, dzięki czemu jest dość czasu, by pani Ewa zdążyła upiec blachę szarlotki specjalnie dla państwa.

Wnętrze 4/5
Kuchnia 5/5

Maciej Nowak
Profit, Lipiec 2002, str. 112

 

 

... i wiele innych, które znajdziecie Państwo na stronie www restauracji.